Fotoreportaż z wyjazdu szkolnej GRH na obchody Święta 56 pułku we Wronkach
31 maja - 2 czerwca 2008
Dyskusja na forum gimnazjalnym

Sobota, przedpołudnie. Dzień pierwszy.

Pociągiem jedziemy na naszą kolejną wojenkę. Przesiadka w Poznaniu była okazją do rozprostowania kości.
W samo południe docieramy do Wronek i krokiem marszowym ruszamy w kierunku miejsca inscenizacji. "Prawoskrzydłowy - śpiew!" Niech będzie słychać, że nadchodzimy.
Pole biwakowe. Robimy rozpoznanie, co i jak, spotykamy starych znajomych. Wszystko jest ok.

Tylko ten upał nie do zniesienia.
Wolny czas pozostały do inscenizacji dowódca wykorzystał z premedytacją do ostatnich ćwiczeń z bronią. Jest wśród nas kilku nowych kolegów, którzy koniecznie muszą ten element przećwiczyć.
Nomen, omen. Wymowny plakat przy naszym miejscu zakwaterowania.
Taka jest również cierpliwość dowódcy do swoich podkomendnych. "Wiem, że jest gorąco, ale to trzeba jeszcze przećwiczyć."
Wracamy na pole biwakowe na próbę generalną uczestników widowiska. Tym razem w zwartej kolumnie. Oczywiście ze śpiewem na ustach.
Próba jak to próba, wszyscy coś ustalają, a zwykły żołnierz się w tym czasie nudzi. Ale niedługo..
Zaraz zaczyna się widowisko. Umundurowanie grupy następuje ekspresowo. Zwykle trwa to bardzo długo, ale teraz przy odrobinie wprawy wystarczy 10 minut.
Największy dramat to nieodpowiednio dobrane spodnie i buty. Zwłaszcza buty. Jeden błąd może wywołać potężne odciski.
Sprawne umundurowanie byłoby niemożliwe bez wzajemnej pomocy kolegów. "Ucz się, Seba, ucz."

Mundur to nie koszula nocna. Jego noszenie zobowiązuje. Wszystko musi być dopracowane w szczegółach.
Przybyli ułani pod okienko...

Ruszamy na inscenizacje. Znowu śpiew. Proszę się nie dziwić. Trzymamy nasz fason i w ogóle to lepiej się maszeruje śpiewając.

Przed inscenizacją następuje prezentacja grup.

Z reguły są to profesjonalne i rutynowane GRH. My jesteśmy wyjątkiem - wyglądamy jak młode wojsko. Ale to akurat zaleta, bo widać największy entuzjazm.
Wyczekiwanie na pozycji wyjściowej do ataku.

Najpierw ruszy piechota, a później my, spieszona kawaleria.
Ruszamy...

"Tyralierą, skokami, naprzód biegiem marsz"
Obsadzamy jakiś rów i ubezpieczamy z lewej flanki atakującą piechotę. Robi się goraco...
Szybka zbiórka i ustawiamy się do odegrania następnej sceny z grupą z Susza w roli głównej...
Nad Bzurą. Przebicie się przez pozycje niemieckie. Zakładamy plecaki piechoty i szybko do przodu.*
Maksymalny realizm. Padają ranni. Trzeba szybko przemieścić się przez zagrożony obszar.*
Natarcie się załamuje. Przebicie się nie udało. Niemcy wybijają wszystkich Polaków i triumfują.

To koniec sobotniego widowiska.
Pole bitwy zasnute dymem, uścielone polskim sprzętem i martwymi żołnierzami. W tle słychać z głośników motyw muzyczny z serialu "Polskie drogi".

Narrator komentujący inscenizację prosi publiczność, aby powstała. Ktoś płacze, wszyscy w milczeniu obserwują zaskakujący finał widowiska.

Tak to właśnie wyglądało we wrześniu ubiegłego wieku.*
Po inscenizacji wracamy do miejsca naszego zakwaterowania. Czas na odpoczynek.

Ale kadra suskiego GRH zarządza po pewnym czasie nocne ćwiczenia. Tym razem dzielimy sie na dwie grupy. Część z nas zostaje w polskich mundurach, część przebiera się w niemieckie umundurowanie.

Tylko nie pytajcie się, drodzy czytelnicy, skąd wzieliśmy niemieckie sorty. Nic nie mówcie organizatorom.
Z lewej nowy zaprzyjaźniony kolega, który udziela cennych wskazówek o niemieckiej sztuce wojowania.

Z prawej nasza sanitariuszka, tym razem jako Wehrmacht. Po nocnych ćwiczeniach przylgnęło do niej urocze określenie "Helga". Nie cierpi go.
Nocne manewry nasi "Niemcy" wygrali 2:1, ale oni mieli dzielną Helgę, niezniszczalnego Stanię i instruktora z grupy niemieckiej.

Po pełnym wrażeń dniu nie można się jeszcze położyć spać - czas na naprawę umundurowania.
Koniecznie trzeba wypastować buty przed niedzielną defiladą
Niedziela, przedpołudnie. Dzień drugi.

Udajemy się na mszę świętą jako kompania honorowa.
Natępnie odpoczynek i przygotowania do defilady ulicami Wronek.

Tymczasem żar się z nieba leje...
Dziarskie miny, równy krok, nieodłaczny śpiew na ustach...

Idziemy na końcu kolumny, ale skutecznie skupiamy uwagę mieszkańców.
"Na taśmie mam, To jak w gardłach im rodzi się śpiew".

Pojawiła się przy nas prasa.
Uroczysta zbiórka i apel pamieci przy pomniku w centrum Wronek.
Następnie powrót samochodami na pole biwakowe...
Mimo zmęczenia humory dopisują. Mamy czas wolny...
Helg... tzn. nasza sanitariuszka podtrzymuje na duchu zmęczonych żołnierzy.
A oto nasz obiad.
Przed drugą niedzielną inscenizacją odpoczywamy w pałatkach.
Znowu czekamy na rozkaz do wyjścia.*
Trzecia sekcja Stani nie może doczekać sie ataku. Co za pistolety!
Ruszamy skokami. Tym razem w pełnym słońcu.
Zalegamy pod ogniem niemieckich karabinów maszynowych, ale dwustronny jednoczesny atak piechoty i kawalerii niszczy niemiecki odział zmotoryzowany.
Sukces! W niedzielnej inscenizacji wygrywaja Polacy.
Nasz oddział okupił sukces licznymi rannymi. Do końcowej prezentacji staneli jednak wszyscy.
Tradycyjnie na zakończenia widowiska koecznie fotka pamiątkowa.

Następnie udajemy sie do miejsca zakwaterowania i odpoczynek...
Podziękowania dla grupy ze strony organizatorów. Bardzo miłe słowa.
Mimo dwudniowego wysiłku niektórych rozpiera energia.
Na koniec pobytu we Wronkach koniecznie jeszce wizyta na miejscowym stadionie Amiki.
Zmeczeni spedzamy jeszcze jedną noc we Wronkach. Właściwie to śpimy w starej kaplicy, miejscowi mówią, że tutaj był ołtarz.
Poniedziałek. Dzień trzeci.

Po 5.20 opuszczamy Wronki. Jedziemy pociągiem do domu. Mało kto się do naszego przedziału dosiada. Ciekawe dlaczego?
Początkowo wszyscy zmęczeni...
...ale im bliżej do domu, tym więcej energii. Zaczyna się nawet hazard.
Zaczynają dopisywać humory. Padaja pytania, kiedy jedziemy na nową inscenizację.
Tekst: Hani
Foto: Hani i Kali

* zdjęcia pobrane ze strony 7 DAk-u. Tutaj zobacz więcej zdjęć.
[ Opracowanie: Hani]